Artykuły

Jąkanie – wstyd czy fascynacja. (Jąkanie – pomoc odnaleziona w grupie)

Obraz1Osoby jąkające się często szukają pomocy w grupach wsparcia. Znajdują tam uzupełnienie terapii jąkania – przyjaciół, sposoby rozwiązywania problemów, nowe pokłady pewności siebie. Jąkanie przestaje być wstydem, a zaczyna – częścią życia, osobowości, psychiki. Co daje udział w grupie samopomocy w jąkaniu? Poniżej artykuł autorstwa prezesa Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Osób Jąkających się.
Problem z jąkaniem
Zawsze nurtowało mnie pytanie, gdzie leży granica między chęcią ukrycia własnego jąkania, a potrzebą „wykrzyczenia” tego problemu przed całym światem. Dlaczego jedni zaszywają się w najskrytszych zakamarkach, a inni pną się na szczyty? Jakie miejsce w tym całym galimatiasie może zająć grupa samopomocy dla osób jąkających się? Czy zdoła obronić się przed atakami tych, którzy chcieliby „leczyć za wszelką cenę” i ignorancją tych, którzy pragną problem zbagatelizować? Co może skłonić ludzi do uczestnictwa w spotkaniach; czym ich zainteresować? Okazuje się, że samo życie pisze scenariusze. Choć nie jest łatwo zdecydować się na balbutowe spotkanie, ci którzy się tam znaleźli w taki sposób argumentowali swoją decyzję:

„chciałem coś zrobić ze swoim jąkaniem”.
„oczekiwałem pomocy, recepty – pastylki na jąkanie”.
„byłem samotny, czułem potrzebę kontaktu z ludźmi takimi jak ja”.
„szukałem grupy, gdzie będę akceptowany”.
„zostałem skierowany przez logopedę, terapeutę, rodziców, znajomych”.
„przeczytałem artykuł w prasie, usłyszałem audycję w radio”.

Poszukiwanie wsparcia

U źródeł tych decyzji w sposób pośredni lub bezpośredni leży jąkanie. Sam problem z mową nie wystarczy jednak, żeby pozostać w grupie. Ludzie zostają dlatego, że dostają coś innego niż jąkanie i coś innego mogą sobie ofiarować. Specyficzna atmosfera grupy pozwala zapomnieć o tym, co było do tej pory sztandarowym hasłem, co zajmowało nasze myśli, mowę, a nawet ręce czy nogi. Pragnę przytoczyć tutaj parę wypowiedzi na temat motywów pozostania w Klubie „J”:

„znalazłem przyjaciół, z którymi rozumieliśmy się”,
„zmieniłem podejście do życia, jąkanie zeszło na dalszy plan”,
„odważyłem się na rzeczy, których wcześniej bym nie zrobił”,
„moje życie jest naznaczone jąkaniem, tu mam próbkę tego jak wyglądałoby ono, gdybym się nie jąkał, jakim byłbym człowiekiem, to fascynujące”,
„usłyszałem o metodach, terapiach, o których nawet logopedzi, do których uczęszczałem nie słyszeli, widziałem jak ludzie radzą sobie z problemami, ich postawa prowokuje do działania”,
„tu nie czuję się gorszy, mogę się wygadać, opowiedzieć więcej, tu nie myślę o jąkaniu, a jeżeli o nim rozmawiamy, to nie jest to powód do wstydu”.

Te przykładowe wypowiedzi dowodzą, że kontakty osób jąkających się ze sobą mają bardzo pozytywnie znaczenie. Jeżeli nawet nie leczą bezpośrednio niepłynności mowy, to łagodzą stres, dodają pewności siebie, ukazują jak mogłyby wyglądać relacje z ludźmi, gdyby jąkanie nie stało im na przeszkodzie. Odkrywają drugą osobowość, tę wymarzoną, tę, do której dąży się podejmując terapię, o której myśli się dla poprawienia sobie nastroju po nieudanym wystąpieniu, uszczypliwej uwadze słuchacza, ironicznym uśmiechu kolegów. Ten azyl bardziej motywuje do działania, niż odwodzi od terapii.
Jąkanie a potrzeba leczenia

Bezsporną kwestią jest to, że osoba jąkająca się potrzebuje terapii: ale zaraz po tym stwierdzeniu rodzi się pytanie jakiej? Nie chcę tutaj rozpoczynać dyskusji, której nie sposób zamknąć w kilkutomowej publikacji. Jedno jest pewne, nie można terapii mowy traktować jak proszku do prania i reklamować jej w podobny sposób, licząc plamy, które zdołała usunąć. Wchodzimy tutaj w bardzo intymną sferę osobowości. Wybrana terapia z czasem staje się integralną częścią naszej psychiki, sposobu zachowania, myślenia. Kształtuje nasz stosunek do otaczającego świata, może decydować o dalszym naszym życiu, wyborze szkoły, pracy, środowiska, w którym będziemy żyli. Terapeuta musi często komponować indywidualną terapię dla poszczególnych pacjentów, gdyż „nie ma dwóch osób jąkających się identycznie” Niewłaściwie dobrana metoda lub źle przeprowadzona terapia może nie tylko nie przynieść pozytywnych efektów, ale zniechęcić do podejmowania następnych wysiłków.
Grupa samopomocowa – co daje?

Osoby, które przychodzą do naszej grupy przeważnie mają już za sobą niejedną terapię. Niektórzy wspominają je bardzo miło, chętnie wracają do wypracowanych technik, opowiadają o radości, która rekompensowała ciężką niekiedy pracę. Inni z goryczą opowiadają o ćwiczeniach, których sensu nie rozumieli, o przedmiotowym traktowaniu, braku pozytywnych efektów, bezradności logopedów i poprzeczkach, których nie zdołali przeskoczyć.

Co ma do zaoferowania jednym i drugim grupa samopomocowa? Bardzo dużo zależy tutaj od liderów tych grup, od ich wyczucia i wyczulenia na potrzeby innych. Niejednokrotnie nie jesteśmy w stanie sprostać oczekiwaniom. Ramy pracy społecznej uniemożliwiają kompleksowe podejście do problemu i nieraz możemy obserwować tego skutki. Osoby wycofują się po kilku spotkaniach. Nieraz są zawiedzeni treścią spotkań, innym razem oczekiwali większego zainteresowania i zaangażowania innych w swój problem. Często nie są w stanie pokrywać kosztów obozów terapeutycznych, zjazdów szkoleniowych, imprez integracyjnych, przez co są pozbawieni integralnej części pracy grup samopomocowych. Jednak liczba osób, która przez dziewięć lat działalności lubelskiego Klubu „J” uczestniczyła w naszych spotkaniach świadczy niezbicie, że grupa ta wypełnia pewną lukę, między zaciszem gabinetu logopedycznego a stresującym otoczeniem.

Myślę, że bardzo trafnym kierunkiem rozwoju naszej działalności byłaby próba intensywniejszej współpracy z gabinetami logopedycznymi. To właśnie ich pacjenci mieliby możliwość znalezienia się wśród „swoich”. Niejednokrotnie te same słowa inaczej będą brzmiały w ustach logopedy, czerpiącego swoją wiedzę z najlepszych podręczników, inaczej w ustach osoby jąkającej się, która przeżyła to, czego żadne podręczniki nie opiszą – będzie to autentyczna i szczera wypowiedź. Pamiętam interesującą dyskusją z grupami studentów, którzy uczestniczyli w ramach swoich zajęć w spotkaniach grupy samopomocy dla osób jąkających się. Nie wymaga komentarza wypowiedź jednej ze studentek: „W czasie dwugodzinnego spotkania nauczyłam się więcej o jąkaniu niż przez dwa lata studiów.”
Jąkanie – wstyd czy fascynacja?

Nie chcemy być konkurencją ani dla wykładowców, ani dla terapeutów. Było nam dane przeżyć kawałek życia z jąkaniem. Nie wiemy czy to powód do wstydu, czy do fascynacji. Jedno jest pewne: wszystko to robimy po to, by pomagać ludziom jąkającym się. Zaakceptowanie samego siebie jest bardzo ważnym fundamentem każdej terapii. W grupie łatwiej wyjść na zewnątrz. Wspólne obozy, ogniska, zjazdy, wycieczki, imprezy towarzyskie są bardzo praktycznym sprawdzianem samego siebie. Terapię tego typu trudno zamknąć w ramach pracy gabinetowej. Grupa wspiera się, nawzajem motywuje do pracy – to „dodaje skrzydeł”. Zachęcałbym tutaj do udziału i do włączenia się w pracę Klubów „J”.

Na zakończenie chciałbym podziękować wszystkim, którzy wzięli udział w warsztatach lubelskiego klubu na XII Ogólnopolskim Zjeździe Osób Jąkających się, który odbył się w dniach 8-11.11.2001 w Miedzeszynie pod Warszawą. Powtórzę jeszcze słowa, które zakończyły to spotkanie: „Przychodzimy do grupy samopomocy, bo potrzebujemy pomocy, zostajemy w niej, bo chcemy pomagać innym”.

Autor: Zdzisław Gładosz, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Osób Jąkających się. „Jąkanie – wstyd czy fascynacja?” („Słowo wyboiste” nr 2/2001), źr. www.jakanie.waw.pl

Dodaj komentarz